Zestawienie
Pięć polskich seriali kryminalnych, o których mało kto wie
Zestawienie tytułów, które zgubiły się między głośnymi premierami, a zasługują na drugą szansę.
Polski kryminał telewizyjny ma dłuższą historię, niż większość widzów podejrzewa. Zanim „Klangor” i „Rojst” zdobyły uznanie krytyków i widownię na Netfliksie, istniały tytuły, które robiły podobną robotę przy znacznie niższych budżetach i bez wsparcia globalnej platformy streamingowej. Zebraliśmy pięć takich seriali — każdy z osobnym powodem, dla którego warto go obejrzeć.
„Glina” (2004–2005, TVP) to jeden z najlepiej napisanych polskich kryminałów w historii telewizji publicznej. Maciej Stuhr w roli cyniczne naznaczonego detektywa tworzy postać wielowarstwową, a scenariusz nie unika trudnych tematów. Jeden sezon — dwanaście odcinków, żadnych cliffhangerów na koniec. To historia zamknięta i przez to satysfakcjonująca. „07 zgłoś się” znają wszyscy, ale już „Ekstradycja” (1995–1998) rzadko pojawia się w rozmowach. Trzy sezony, rzeczywistość posttransformacyjna, sprawy z udziałem zorganizowanej przestępczości — wszystko nakręcone z realizmem, który dziś wygląda jak dokument. „Kryminalni” (2004–2008) to telewizja popularna, ale przez kilka sezonów trzymała wysoki poziom i miała odwagę rozliczać bohaterów z błędów. „Pitbull” (2005) Patryka Vegi przed Vegą-marką to jeszcze surowy, nieszablonowy portret policji. „Komisarz Alex” nie jest ukrytą perłą, ale pierwszy sezon (2012) jest zdecydowanie lepszy od swojej reputacji. Wart obejrzenia jako punkt wyjścia do dyskusji o tym, czego polska telewizja publiczna unika w kryminałach.